Wyprawa przygotowawcza do Nydka

Wyprawa na Południe 22-24.05.2008

Wyjazd do Nydka z założenia stanowił przygotowanie do sierpniowej wyprawy do Kijowa. Trzeba jednak przyznać, że choć był krótki, miał swój charakter i był dla uczestników przeżyciem zarówno sportowym jak i turystyczno-wypoczynkowym. Był to pierwszy wyjazd, na którym obecny był też Sławek Kunicki, zwany powszechnie Górnikiem. W tych dniach zaczęliśmy odkrywać kim jest ten człowiek, później nazwany też nadczłowiekiem. Wyruszyliśmy w czwartek popołudniu po procesji Bożego Ciała i obiedzie. Pierwszy odcinek do Ustronia dla niektórych okazał się dość długi, ale pomimo trudów dzielnie go pokonaliśmy. W samym Ustroniu krewni naszej koleżanki Sary ugościli nas kolacją, a po krótkiej, czterokilometrowej (lecz jakże trudnej z powodu pełnych brzuchów) drodze dotarliśmy na miejsce spoczynku. Na miejscu namioty rozbijaliśmy w strugach deszczu. Przed nami była zimna noc, przed którą uciekaliśmy wydłużając sobie wieczór przy kolejnej kolacji.

Następnego poranka w okrojonym składzie, bez Ali, udaliśmy się przez Słowację do Czech. Początek drogi – Kubalonka. Dla większości uczestników to pierwsze rowerowe zetknięcie się z górskimi podjazdami. Niestety nie wszyscy podołali na rowerze, ale już pieszo każdemu udało się dotrzeć na szczyt góry. Sławek słabszych uczestników odciążył biorąc na siebie (dosłownie na siebie) część ich bagaży. Pogoda nam sprzyjała, przy pięknych krajobrazach powoli pokonywaliśmy kolejne wzniesienia.Wieczorem wylądowaliśmy w Nydku, gdzie rozbiliśmy namioty na malowniczej leśnej polanie. Rozpoczęliśmy od mszy Świętej, a potem udaliśmy się zobaczyć mieścinę. Spotkaliśmy bardzo życzliwego pana z akordeonem, który był tak uprzejmy, że wymienił nam pieniądze, po bardzo korzystnym kursie. Popołudnie i wieczór spędziliśmy w miejscowym barze przy smacznym deserze przy ognisku. Kolejny dzień przywitał nas przepięknym porankiem, z opadająca mgłą i śpiewem ptaków. W tej scenerii odprawiliśmy Eucharystię, po której zjedliśmy posiłek, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wracając udało się nam jeszcze zwiedzić na wpół polskie i czeskie miasto Cieszyn.

Atmosfera wyjazdu była bardzo pozytywna, pełna zapału i entuzjazmu, co dobrze wróżyło naszemu wakacyjnemu wyjazdowi do Kijowa.