Dzień 14 i 15 – Bez pieniędzy

Komentarze:

14-15.08.2009

Tym razem kolejna dwudniowa relacja! W piątek (14.08) rowerzyści wstali o 6:10 i ruszyli przez Apeniny. Trasa była ciężka, ponieważ cały czas prowadziła pod górę. Grupie udało się przejechać 100km, a potem złapała ich burza. Dotarli do ośrodka sportowo-wypoczynkowego w Visso i tam mieli możliwość rozłożyć się i spędzić noc.

Dzień 13 – Brzemię snu

Komentarze:

13.08.2009

Trzynasty dzień wyprawy rzeczywiście okazał się dla niektórych pechowy. Na początku dla tych, którzy lubią sobie pospać, ponieważ pobudka nastąpiła o 3 w nocy. Do południa jazda jakoś szła (ciekawy dobór słów ;) ) jednak już po południu pech znowu pokazał swe oblicze – co chwilę komuś pękała dętka.

Dzień 12 – Rekord prędkości – 100 km/h

Komentarze:

12.08.2009

Odpoczywać jest rzeczą ludzką, jak mawiał… no w sumie to dopiero ja tak powiedziałem/napisałem. Tak czy siak od godz. 10:00 do 23:30 12-tego dnia wyprawy, rowerzyści rozważali właśnie ten aspekt ludzkiej egzystencji jakim jest odpoczynek. Aby zgłębić tajniki tej strony życia udali się oni w czeluści Domu Strachu, w podróż Parasolkami, zasmakowali Roller Coastera, a także zmierzyli się z najstraszniejszym… z Hi-Speedem. Otóż to „cacko” jeździ po swoimi zakręconym torze z prędkością 100km/h.

Dzień 11 – Karuzela decyzji

Komentarze:

11.08.2009

Dziś rowerzyści dotarli do miejscowości Mirabilandia, które szczyci się największym (chyba we Włoszech) parkiem rozrywki. Tutaj mają też zapewniony nocleg w salkach parafialnych. Plan na najbliższy czas zakłada wcześniejszy niż ostatnio dzień odpoczynku (żeby wyrównać bilans po tym jak zapadła poprzednia „jednogłośna” decyzja o przedłużeniu czasu jazdy do czterech dni, jutro pielgrzymi będą odpoczywać na wszelkiego typu karuzelach) oraz dojazd do Rzymu do soboty. Jest to plan ambitny, ponieważ do pokonania zostały jeszcze Apeniny. Niech „śmiałkowie” regenerują siły, będą im one potrzebne. Pamiętamy w modlitwie.

Dzień 10 – Przyjaciele Górnika

Komentarze:

10.08.2009

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy padre Lino, proboszczowi z Monfalcone za wspaniałą gościnę. Wczoraj poczęstował grupę w czasie obiadu kurczakami, lazanią, warzywami i masą innych frykasów! Wieczorem znowu tańce. Oprócz tego padre cały czas kamerował naszą dzielną grupkę (nawet kiedy jechał na rowerze – nowe wcielenie Górnika). Dzięki temu i świadomości, że cały czas są obserwowani przez lokalnych Włochów, nasi rowerzyści czuli się jakby byli atrakcją turystyczną. W zamian za gościnę proboszcz otrzymał od naszych pielgrzymów polską flagę z podpisami i wiele ciepłych słów.

Z innych atrakcji… Górnik na plaży zaprzyjaźnił się z krabami. Chodziły mu one po głowie, całował je i rozpieszczał! Rowerzyści nazajutrz wyjechali bardzo wcześnie (w ciągu dnia jazda jest nie do wytrzymania). Dziś kolejny rekord zaliczony! Do pierwszego postoju dziś cały komplet (23) rowerzystów zrobił dystans 62km (standardowo przerwy po 35km). Jest dobrze oprócz tego, że w czasie jazdy o. Tomek spalił sobie plecy, a po południu rowerzystów złapała mocna burza (ostry wiatr) i musieli ją przeczekać. Z drugiej jednak strony, dzięki chmurom pogoda zrobiła się bardziej znośna i jazda stała się przyjemniejsza. Dziś ojciec odprawił msze w sąsiedztwie pizzerii, a obecnie grupa jest za Wenecją, gdzie w niewielkiej miejscowości udało się im znaleźć noclegi (nie śpią pod namiotami!). Dobrej nocy!

Dzień 8 i 9 – Uczmy sie języków

Komentarze:

08-09.08.2009

Wczoraj kontakt z naszymi rowerowymi pielgrzymami był odrobinę utrudniony, więc za to dziś relacja dwudniowa! Wczorajszy dzień (sobota 8.08) to dzień wielkiej radości spowodowanej przekroczeniem włoskiej granicy! Zatem udało się, jest to nie tylko przekroczenie granicy krajów, ale przede wszystkim granicy własnych możliwości. Gratulujemy wytrwałości. Co więcej, był to też dzień pobijania różnego typu rekordów:
- rekord najdłuższego i najtrudniejszego podjazdu
- rekord najdłuższego i najprzyjemniejszego zjazdu
- rekord prędkości (o. Tomasz 75km/h, Górnik na pewno więcej) – wszyscy przeżyli ;)
- rekord „najpiękniejszości” widoków

Dzień 7 – Jednym głosem

Komentarze:

07.08.2009

150 to liczba określająca ilość kilometrów, jaką nasi dzielni śmiałkowie przejechali w trakcie siódmego dnia wyprawy do Rzymu! Był to bardzo trudny odcinek z powodu wielu podjazdów, które niestety spowodowały kilka problemów technicznych (pękały szprychy w rowerach). Jeśli chodzi o plan na najbliższy dzień, to jednogłośnie ustalono (tzn. jednym głosem… należącym do o. Tomasza), że wbrew wcześniejszym założeniom, że co trzy dni jazdy czeka rowerzystów większa przerwa, pojadą oni dalej do Włoch. Do samej granicy zostało już tylko 60km. Powodzenia!

Dzień 6 – Na szczycie

Komentarze:

06.08.2009

Radość Życia!! Kolejne 135 km i ogólna wesołość. Grupa jest coraz bardziej zżyta i panuje wszechogarniająca wesołość. Ojciec Tomasz systematycznie ją pielęgnuje, codziennie rano budząc rowerzystów natarczywym „Już dzi-eń!!” lub „Dzień dobry!”. Dziś rano absolutnie nikt mu na to zacne pozdrowienie nie odpowiedział. Co więcej, powtarza te wyrażenia z częstotliwością kilkunastu razy dziennie. Kochamy Cię Ojcze! Grupa dojechała dziś do Słowenii. Była w Graz, Mariborze a spała w Słowiańskiej Bystrzycy na szczycie góry, co jest mocno podparte teologicznie w związku ze świętem Przemienienia Pańskiego. Był to trochę spokojniejszy dzień.

Dzień 5 – Popcorn to nie w kinie

Komentarze:

05.08.2009

Na wstępie chcieliśmy bardzo serdecznie podziękować ojcu Leopoldowi, który tak serdecznie ugościł naszą grupę śmiałków! Szczególne podziękowania za poranną kawę z mlekiem i owoce, a także za odprawioną w intencji rowerzystów Mszę świętą. To bardzo miły gest!

Dzień 4 – Papieże, cesarze i królowie

Komentarze:

04.08.2009

Jak się okazało, wczorajsza Msza była tak naprawdę pasterką, ponieważ dopiero po północy rowerzyści dali radę się zebrać (zostali wyciągnięci spod pryszniców :) Okazało się także, że wczorajszy dystans to jednak 160km. Dziś na szczęście przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. Wiedeń wydaje się być świetnym do tego miejscem.

1 2