Dzień 56 – Do domu

Komentarze:

Niedziela, 25.09

/Pisze Michał/

Jak wiemy, od polskiej granicy miejsce pobytu NINIWA Team było jedną z najlepiej strzeżonych tajemnic na świecie. Dziś jednak możemy odtajnić akta i opowiedzieć o ostatnich chwilach wyprawy Misja JuT – Ostatnie Okrążenie.

 

W sobotę wieczorem rowerzyści dojechali do Pawonkowa, do domu cioci i wujka o. Tomka. O przyjeździe ekipy ciocia i wujek dowiedzieli się dopiero w czwartek wieczorem i zostali poproszeni o bezwzględne dochowanie tajemnicy. Z tego zadania wywiązali się doskonale i dzięki temu nikt nie wiedział o miejscu pobytu rowerzystów.

Rodzina o. Tomka przyjęła ekipę chlebem i solą. I chociaż rowerzyści prosili tylko o możliwość zaparzenia herbaty, ciocia nie chciała o tym słuchać i ugościła ich po królewsku. W warsztacie stolarskim wujka rozstawiono wspaniałą kolację, w dwóch pralkach automatycznych wyprawowicze mogli wyprać na niedzielę swoje oficjalne stroje, a do tego można było wziąć prysznic.

Można było, ale skorzystały z tego jedynie dziewczyny. Panowie stwierdzili, że najlepszy jest wąż z wodą, więc z przyzwyczajenia (mimo 4 stopni Celsjusza) z radością wymyli się na dworze…

Po kolacji odbyło się spotkanie podsumowujące wyprawę, na której każdy podzielił się swoimi przemyśleniami, a potem zaczęła się impreza. W warsztacie znalazły się głośniki, które do białego rana grały naszym rowerzystom „pod nóżkę”.

Niedzielne śniadanie – pyszne kiełbaski i świeże bułki – nasi rowerzyści w pięknym słońcu zjedli o 9.00. (o. Tomek: Naprawdę mieliśmy prowiant, ale ciotki nie przegadasz). Po śniadaniu przyszedł czas na wzruszającą, wspólną modlitwę i wyjazd o 10.30. Godzinę później, ku wielkiemu zaskoczeniu miejscowych, NINIWA Team pojawił się na Mszy św. odpustowej w kościele pw. Św. Stanisława Kostki w Lublińcu. Mszy w parafii, z której pochodzi o. Tomek, przewodniczył ks. bp Jan Kopiec.

Można powiedzieć, że nasz Team jest jak biskup – kościół naprany ludźmi, ale dla niego zawsze miejsce się znajdzie. Parafianie rozstąpili się niczym morze przed Mojżeszem, udostępniając miejsca w ławkach. W procesji za to rowerzyści musieli robić piękne wrażenie, idąc dwoma kolumnami w ćwiczonym przez 8 tygodni, równym tempie.

Po Mszy ekipa pojechała na obiad do Adama Dyli (jednego ze sponsorów wyprawy). Tam czekał już na nich porządny schabowy, kapusta, a ponadto ciasto i lody. Później ku wielkiej frajdzie córek pana Adama – Marty i Ani – rowerzyści w ogrodzie zaczęli stroić rowery. Widok tylu baloników i kolorowych frędzli zachwycił dziewczynki.

Po drodze do Kokotka NINIWA Team zawitała także u Marka Kompały – drugiego z głównych sponsorów tegorocznej wyprawy. Jego syn Karol obchodził tego dnia 16 urodziny. Rowerzyści skorzystali z możliwości by zrobić mu niespodziankę. Po odśpiewaniu „Sto lat” i życzeniach, Karol dostał także zaproszenie, by w niedalekiej przyszłości stać się członkiem NINIWA Team.

Po niespodzianych i spodziewanych wizytach, o 15.00 drużyna wyruszyła po raz ostatni w stronę Kokotka. Radość ze spotkania z rodzinami przeplatała się ze smutkiem z powodu zakończenia wyprawy. NINIWA Team przystanęła jeszcze tylko raz. Była to przerwa techniczna w lesie przy Kokotku – ostateczne ustalenia co do triumfalnego wjazdu do Kokotka.

Za minutę piąta po raz ostatni wyjechali z lasu w Kokotku. Szum opon, który towarzyszył im przez 8 tygodni zaginął we wrzawie radośnie witających ich rodzin i znajomych…

 

Nocleg:

Kokotek, Polska