Nie warto żyć normalnie, warto żyć ekstremalnie

Komentarze:

Ekstremalna Droga Krzyżowa (EDK) – nocna impreza dla cierpiących na bezsenność katoli, lubiących przejść 48 kilometrów po polach, lasach, wioskach i miastach, by, z obolałymi nogami, odciskami na stopach i spodniami do kolan ubrudzonymi błotem dojść do parafii, o której nigdy wcześniej się nie słyszało. A w nagrodę wypić ciepłą herbatę. Przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz.

A jednak, rok w rok coraz więcej ludzi wybiera się na to wyjątkowe nabożeństwo. Wiedziałem, że na EDK z Katowic do Oświęcimia wybiera się mój przyjaciel, Michał, więc pomyślałem: dlaczego nie? Było jednak już po oficjalnych zapisach, więc, jak zwykle, do stolicy śląska pojechałem na wiarę, pół godziny przed Mszą rozpoczynającą EDK dowiadując się, skąd wyruszamy. I, jak zwykle, wiara nie zawiodła. Ledwo podszedłem pod dominikańską parafię, gdzie cała impreza się zaczynała, z kościoła wyszła dziewczyna pytając, czy ktoś nie ma pakietu, w skład którego wchodziła m.in mapa trasy i rozważania, bo od nich jedna osoba nie przyszła i mają na zbyciu. Jako, że te rzeczy miały szansę się przydać, to się zgłosiłem. Następnie dołączyłem do paru osób z katowickiej NINIWY, z którymi później przeszedłem całą, dość wymagającą trasę.

Na Mszy Świętej, niewątpliwie dającej siły potrzebne do przejścia tej drogi, dowiedziałem się, że EDK należy przebyć w milczeniu, a każda z grupek, które widzieliśmy miała ze sobą dość duży, drewniany krzyż. No cóż, my nie mieliśmy, jednak czując, że ta szczególna droga bez krzyża traci swój sens, już w najbliższym lesie zrobiliśmy go z dwóch sporych gałęzi przewiązanych bandażem. Trochę ciężej było natomiast z zachowaniem milczenia. Owszem, przez pierwsze 5 stacji szedłem w ciszy, nawet jeśli wokół mnie czasem były jakieś rozmowy i bardzo sobie ten czas cenię, mogąc wyjść na taką pustynię, gdzie jestem tylko ja i Bóg. Jakby nie było, trwało to przez kilka pierwszych godzin, do około północy, później jednak nie byłem w stanie się już skupić i między rozważaniami stacji coraz częściej gadaliśmy. Niemniej, podziwiam osoby, którym udało się przejść całą tą drogę w milczeniu, ja, choć żałuję, to jednak tak nie potrafię.

Pojęcie ,,ekstremalna” zaczęło się tak koło 5 nad ranem, gdy do celu zostało już tylko kilkanaście ostatnich kilometrów. Wtedy już naprawdę wraz z Chrystusem wchodziliśmy na Golgotę, wciąż niosąc coraz mniej wygodny krzyż. Kilka osób wyraźnie już kuśtykało z powodu odcisków i obdartych stóp, inni najzwyczajniej nie mieli już siły. I te osoby, które już faktycznie nie dawały rady, podziwiam najbardziej za to, że wytrwały do końca. Do parafii w Oświęcimiu dotarliśmy dopiero o 11 rano, po 14 godzinach marszu, wiele osób naprawdę walczyło już o każdy kolejny krok. A jednak daliśmy radę. „Im więcej od siebie dacie, tym więcej otrzymacie” – myślę, że każdy z nas na tej drodze otrzymał naprawdę wiele. Świadomość, że można pokonać własne ograniczenia, zmęczenie, głód, że jest coś, a raczej Ktoś, kto jest ponad tym wszystkim, dla którego warto czasem zarwać nockę i ponieść krzyż podczas przydługiego spaceru. I że ten Ktoś już za Ciebie ten krzyż wziął, znacznie cięższy niż Ty niosłeś, na znacznie bardziej wykańczającej trasie. I On naprawdę dodaje Ci sił, nawet gdy Ty już ich nie masz.

A więc co to jest EDK? Nocna impreza dla ludzi, którzy chcą czegoś więcej, i którzy potrafią wykrzesać z siebie siły do przejścia wraz z Chrystusem namiastki Jego drogi, by z radością w sercu, olbrzymią satysfakcją oraz poczuciem wspólnoty z towarzyszami wędrówki dojść do jej końca. A ciepła herbata jeszcze nigdy nie smakowała tak dobrze.

Nie warto żyć normalnie, warto żyć ekstremalnie!

Karol Chmiel